Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: Rola domu rodzinnego
Temat: Znowu Bednarska:)
Jestem przeciwna niegrzecznym zachowaniom uczniów (słuchanie Mp 3
itp). Chciałabym jednak zauważyć, że uczniowie Bednarskiej są w
trudnej sytuacji, bo od lat pełnią role małp w cyrku do oglądania.
Wizytacje/goście są obecni w każdej szkole, ale czasami mam
wrażenie, że akurat tam czeka się na jakiekolwiek potknięcie uczniów
czy nauczycieli. Potrafię sobie wyobrazić, że w pewnym momencie mają
dość potrafią odegrac przedstawienie pt "zepsuta bananowa młodzież".
Nie wiem jak jest naprawdę, nie wiem co się działo na tej konkretnej
lekcji, ale biorę tez pod uwage taką mozliwość.
Zdaje tez sobie sprawę, że szkoły niepubliczne nie mają monopolu na
fajnych nauczycieli. To super, ratyzbono, że nigdy nie usłyszałaś
słowa "idiotka" od nauczyciela (mam nadzieję, że nikt w twojej
klasie tez tego nie usłyszał.). Fajnie, że miałaś wspaniałą
nauczycielkę, bo i takich jest mnóstwo we wszystkich szkołąch, nawet
w zawodówkach. Jednak musisz się chyba zgodzić, że takie słowa
padają w wielu szkołach.
A jeżeli chodzi o "dostawalnośc się" na studia uważam, że tu też
jest ogromna rola domu rodzinnego. Nie wiem czy stety czy niestety. Przejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: stellum dziecka w byku w 9 domu
allija napisała:
> No, ten mars to tak sobie jest w IX domu, raczej jest wladcą domu X.
> By nie wchodzic w szczegóły, mnie przede wszystkim rzuca sie w oczy całkowity
> brak wody a więc uczucia, jednym slowem dziewczynka nie jest zbyt uczuciowa i
> inne rzeczy kierowac bedą jej postępowaniem. Nieumiejetność przeżywania i
> wyrażania uczuc niesie ze soba szereg konsekwencji jak wiesz, np. trudności w
> budowaniu bliskich związków.
Zupełne nieporozumienie. Brak wody nie oznacza braku uczuć!!! To brak
zaspokojenia emocjonalnego i uczuciowego. Ja można mówić o braku uczuc przy
taki stellum w Byku! Na to rodzice powinni zwrócić uwage, aby dostarczyc jej
poczucia, ze jest kochana, bo jest. Za nic, za to, ze zyje i jest sobą.
> Moze byc tak, ze córka bedzie walczyla w obronie wartosci /czy też odda im
sie
> całkowicie/ jakie wyznaje, w obronie prawa ale nie bedzie to np. w obronie
> zwierzat bo, jak widzimy, empatii w niej mało raczej.
Kolejny błąd. Opróćz znaków sa jeszcze domy wodne. Księzyc jest w sekstylu z
Neptunem. Empatii nie brakuje ale jest lęk przed jej wyrazaniem i trudności w
uzyskaniu wzajemności w uczuciach. Tu jest bardzo istotna rola domu rodzinnego.
Przejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Nie potrafię
Dokladnie kochana :)))
Rola domu rodzinnego jest nie do przecenienia, ale wydaje mi sie dla naszego
dobrze pojetego interesu nie nalezy jej demonizowac.
Po co podcinac sobie skrzydla juz na starcie?
Przejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: serce jak pole magnetyczne
Aaaa... nie wiem, czy sie zgadzam. Chyba nie. To znaczy... jakos troche
uproszczone mi sie to wydaje.
W szczegolnosci sie nie zgadzam z jakas taka... sztywnoscia, determinizmem tego
modelu. Ze serce dziewczyny (nb. tylko dziewczyny...!) moze znalezc swoje
miejsce, ksztaltowac sie - tylko albo w domu rodzinnym albo w relacji typu
wylacznego z mezczyzna. I wtedy oczywiscie juz tylko kwestia, jaki egzemplarz
slepy los w jej magnes wepchnie.
Mysle sobie, ze rzecz tak naprawde nie lezy w relacjach z ojcem, ktore sie w
taki uproszczony sposob przekladaja na relacje z mezem czy partnerem. A w kazdym
razie, nie tylko tam. Mnie sie wydaje, ze w ogole jest pewien problem w rozwoju
osobowosci, z przejsciem od relacji podporzadkowanej typu - rodzic-dziecko do
relacji wylacznosci uczuciowej (tez w jakis spososb podporzadkowanej, czasem
bardziej rownomiernie, wzajemnie - a czasem jednostronnie).
Mnie tu brakuje takiej waznej rzeczy, ktora polega na ksztaltowaniu umiejetnosci
wchodzenia w glebokie, dojrzale relacje - przyjazn np. - z roznymi ludzmi, z
ktorych nie kazdy przeciez bedzie "tym jedynym" (nie mowiac o tym, ze
przyjaciele bywaja tej samej plci ;-))). Zeby przejsc w zyciu uwaznie i
swiadomie taki etap (a nie zarzucac calkowicie tego sposobu bycia z ludzmi takze
i pozniej), kiedy sie korzysta z wolnosci - przy czym wolnosci tu nie rozumiem
na zasadzie "robta co chceta", ale w ten sposob, ze sie nawiazuje w sposob wolny
wiezi z ludzmi, rozpoznajac to, co nam w nich daje szczescie, a co odstrecza, co
buduje, a co niszczy. Uwaznie sie bada, co potrafimy zaakceptowac lub zmienic (i
w ludziach, i w sobie samych) - a co stanowi dla nas bariere nie do przekroczenia.
I otoz, mnie sie wydaje, rola domu rodzinnego tez polega na tym, zeby do takich
relacji wychowac i w odpowiednim momencie dac na nie przyzwolenie. Czesto sie
zdarza, ze w domach sie kwoczy - albo w wersji soft (moja cudowna coreczka,
zadne towarzystwo nie jest dla niej odpowiednie), jak i wersji hard (gdzie sie
bedziesz wloczyla, domu masz pilnowac). A tez bywa, ze i mlodzi ludzie tez jakos
nie widza sensu w staraniach o takie wiezi...
I w zwiazku z tym. Moze sie zdarzyc tak, ze wprawdzie dziecko ma w domu calkiem
sympatyczny klimat bezpieczenstwa, stabilizacji itp., zwlaszcza w ww. wersji
soft, ale zarazem ma wpojona taka mentalnosc plemienna - ze do pewnego czasu
licza sie dla niego mamusia i tatus, a od pewnego momentu - tylko maz/zona.
Akceptacje rodzicow zamienia sie na akceptacje wspolmalzonka, i tylko to sie
liczy. Mysle sobie, ze w takiej sytuacji, nawet jesli sie dobrze z tym wyborem
wspolmalzonka trafi, to i tak jest to jakies zubozenie egzystencji.
Bo tak naprawde serce nie jest magnesem, ktory przyciaga jak leci. Wola
czlowieka potrafi skutecznie natezenie dzialania tego magnesu regulowac. Wybrac
i zarezerwowac w sercu dla jednej osoby natezenie i miejsce szczegolne - ale nie
okaleczac go, odbierajac mu zarazem zdolnosc kochania innych ludzi.
No i wracajac do pani Poltawskiej. Wiec moim zdaniem wlasnie witz caly w pewnym
momencie polega na tym, zeby ta nastoletnia dziewczyna zyskala poczucie, ze
odpowiada za siebie. Ze to nie jest kwestia przewieszenia sie z niewydolnego
tatusia na cudownego chlopaka, skierowania magnesu z lewa na prawo.
Przejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Kochanek?
mujer_bonita napisała:
(...)
> Uważam, że rozwód to mniejsze zło. Lepiej jest pochodzić z rozbitej
> rodziny niż w niej żyć.
(...)
Bonita przeczytałem co napisałaś powyżej o swojej rodzinie.
Muszę Cię rozczarować. NIE MASZ POJĘCIA JAK TO JEST.
W Twoim domu Twoja matka z tego co piszesz została dla Ciebie.
Ty zarzekasz się, że to był jej największy błąd. Ty byś się rozwiodła... właśnie dla dzieci. Bo fundując kochanka jaki byś dała przykład itp.
No to powiem Ci ja pochodzę z rodziny w której zapadła opcja nr 2. Mój ojciec odszedł od matki. Dlaczego ? Bo nie potrafił żyć z kochanką na boku. Zdecydował, że woli odejść i żyć z kobietą którą pragnie nie patrząc na dzieci. Bo podobno dzieciom byłoby lepiej tak niż w małżeństwie dwojga nie do końca rozumiejących się ludzi.
Jego decyzja spowodowała, że nagle z dnia na dzień w wieku 15 lat musiałem dorosnąć bo stałem się jedynym facetem w domu.
Moja rodzina, mój świat runął jak domek z kart. Jak się później okazało miało to ogromny wpływ na późniejsze życie. Moje oraz mojej siostry. Siostra do dziś jest kłębkiem nerwów. Nie poradziła sobie z tym. Odbija się to bezpośrednio na jej rodzinie, a już matką jest. Walczy z tym, ale piętno pozostało.
Ja jako facet łagodniej się z tym obszedłem. Nie mniej i na mnie wywarło to wpływ, który rzutuje do dziś. Jestem silnym psychicznie człowiekiem, bo przez lata wiedziałem że mogę liczyć tylko na siebie, ale wiem że gdyby rodzice byli, miałbym oparcie w nich, w kilku kluczowych momentach mojego życia kilka decyzji podąłbym innych. Decyzji które zmieniły CAŁE moje życie. Czy ja uważam że lepiej było, że ojciec odszedł ? Czy dla mnie i mojej siostry było to mniejsze zło ???
A teraz droga Bonito podam Ci jeszcze jeden przykład. Moi dziadkowie ze strony ojca. Moi dziadkowie to bardzo ciekawy przykład związku dwojga ludzi. Pobierali się 3 razy i rozwodzili 2 razy. Wszystko prawnie i formalnie ;-)))Jednak cały czas żyli razem. Jakoś nie potrafili, mimo formalnego rozwodu od siebie odejść (z różnych względów. Jak oczywiście z arytmetyki wynika obecnie są razem. ;-))
Ale w czym rzecz.
Z tego co się dowiedziałem, dziadek zawsze był temperamentny babcia zaś (najukochańsza kobieta w mojej rodzinie) cytuję "wiedziała że dla dziadka to była ważna sprawa". Takie podejście do tematu mówi mi wprost o jej temperamencie. Wytrzymali razem do pierwszego rozwodu hymm... tak do ok 50-tki. Właśnie przez dzieci. Była dość spora rozbieżność między najstarszym a najmłodszym. Dlatego tyle to trwało.
Wszystkie dzieci, które wychowali miały i mają jak najbardziej normalne życie i poglądy na świat. Wiedzą co to jest miłość, szacunek, rodzina i takie schematy przekazują dalej. Z wyjątkiem mojego ojca, który jako młody głupi chłopak dał się "złapać" (dosłownie) mają szczęśliwe, pełne szacunku i miłości rodziny. Czy potrafiliby to gdyby ich rodzice rozeszli się 15 lat wcześniej ? Nie wiem.
Dziadkowie jak dzieci się usamodzielniły, pozakładały własne rodziny zaczęli swoje rozwodowe harce. Rozwodzili się i schodzili. Oczywiście przez seks. Dzieci patrzyły na to z boku. Już jako ukształtowani posiadający własne osobowości ludzie. Jakoś przetrwali to do ok 55-60 ostatecznie będąc znowu razem. Temperament osłabł, sprawy seksu zeszły na dalszy plan. Co się okazało ? Do dziś spotykamy się wszyscy razem u nich przy różnych okazjach. Jestem pewien że dziadek miał kochanki, ale o tamtych sprawach się już nie mówi. Teraz ważne są inne rzeczy. Babcia niedawno w wolnej rozmowie mówiła mi, że zdradę można wybaczyć ale nie da się jej zapomnieć. Nie mniej żyją dziś względnie szczęśliwie. I oni i my. Cała rodzina. Myślę że WSZYSCY jesteśmy zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Dzieci maja dalej rodziców, wnuki mają dziadków, dziadkowie jakoś się po burzliwych latach dogadali i tez maja siebie.
Co z tego wynika Bonito. Ano to że postawa "odejść a nie zdradzać" nie zawsze jest jedyną właściwą. To nie jest takie proste jak Ci się wydaje. Mój ojciec postąpił inaczej niż jego ojciec. Ja i moja siostra za to płacimy. On (ojciec) nie.
Do dziś się Bonita zastanawiam jak to jest mieć ojca i matkę do których się jedzie np. na święta ??? Nie wiem, nie pamiętam. Wiem jak to jest z teściami, dziadkami, ciociami i wujkami itp.
Do dziś się zastanawiam jakby to było, gdyby ojciec po bzykał dyskretnie na boku a w domu był przykładnym ojcem oraz mężem. Bo do czasu, gdy powiedział "odchodzę" NIKT niczego się nie spodziewał. NIKT o niczym nie miał pojęcia. Ani że kochankę, ani, że w połowie jego ciuchów nie ma juz w domu, nic, zero. Do samego końca w domu był dobrym ojcem i mężem. On wybrał własne szczęście, swoje szczęście i właściwą (wg Ciebie) postawę moralną. Dziś mi mówi, że dobrze zrobił. Dobrze z jego punktu widzenia. Jak patrzę na siostrę, mocno się nad tym zastanawiam, jaka sytuacja byłabym najwłaściwsza. Jedno jest pewne, wiele, wiele lat temu popełnił błąd, owocem czego była moja siostra ;-). I później pewne czyny były konsekwencją. Nie mniej, on wybrał. Wybrał swoje szczęście. Przez bardzo wiele lat go nie rozumiałem. Nienawidziłem go za to że myślał "fiutem". Dziś z perspektywy lat patrze na to zupełnie inaczej. Patrząc z jego punktu widzenia rozumiem go i nie potępiam. Każdy człowiek chce być, czuć się szczęśliwy.
Patrząc z MOJEGO punktu widzenia jaki wpływ na moje życie miała jego decyzja, mam ogromny żal. Żal że nie został te 10 lat dłużej. Wolałbym by miał dyskretna kochankę.
Wiek co najmniej do 20-25 roku życia każdego to taki okres w którym kształtuje się jego osobowość. Istotną, ja nie kluczową rolę pełni rola domu rodzinnego. Ojciec i matka. Dają wzorce, dają poczucie bezpieczeństwa, dają spokój. Gdy tego brakuje, ma to swoje konsekwencje.
Podsumowując Bonita.
Zdradzać bo człowiek ma potrzeby i pragnienia i trwać bo dzieci ?
Nie zdradzać i zostać bo dzieci ale poświęcić siebie ?
Odejść, bo moralność tak mówi, tez dla dzieci (?) (czy aby na pewno) ?
To wszystko są trudne pytania i odpowiedź w każdym przypadku będzie inna. W momencie kiedy pojawia się mały człowiek, który jest częścią Ciebie, sprawa przestaje być czarno-biała. Wtedy pojawiają się niedostrzegalne wcześniej odcienie szarości. Inaczej będzie w przypadku zimnego na maxa małżeństwa w którym ojciec śpi na jednym piętrze a matka na drugim. Inaczej w przypadku gdy bije i pije. Inaczej gdy w domu mimo braku lub niewystarczającej ilość seksu gra reszta sfer małżeńskich. Inaczej gdy jest tylko dwoje ludzi, choć też nie jest łatwo, jest jednak dużo prościej. Wtedy dużo łatwiej potępiać i napiętnować.
Pamiętaj o tym wydając jednoznaczne sądy. Mnie już życie nauczyło wielu odcieni szarości, a mam niespełna 30 lat.
Pozdrawiam
Avide.
Przejrzyj wszystkie posty z tego tematu